10.07.2024 – The Forward Tour
Neuchâtel – Cortaillod – Grandson – Morges (Lausanne) – Geneva – Pont de la Caille – Annecy
Po emocjach dnia poprzedniego i awarii motocykla Adriana wreszcie udało się ruszyć dalej. Uff. Silniki znów grają równo, głowy trochę lżejsze, choć wczorajszy stres jeszcze gdzieś z tyłu siedzi. Ale właśnie za to kochamy tę drogę – nigdy nie wiesz, co przyniesie kolejny kilometr. Dziękujemy cudownej ekipie Ducati i w droge!

Przystanek pierwszy – Harley-Davidson Cortaillod.
Niesamowite, jak blisko byliśmy! Trasa z Neuchâtel prowadziła wzdłuż jeziora, wśród zieleni i spokojnych, szwajcarskich krajobrazów. A sam salon? Położony wśród pól, na tle gór, w absolutnej ciszy. Zero miejskiego zgiełku, tylko my, maszyny i przestrzeń. Taki Harley pośród natury – surowo, minimalistycznie, idealnie.





Przystanek drugi – Grandson.
Tak, wiemy… nazwa brzmi jak „Godson” 😉 ale to właśnie Grandson. Urocze miasteczko nad jeziorem Neuchâtel z pięknym, średniowiecznym zamkiem, który dumnie patrzy na wodę. Kamienne uliczki, spokój, trochę historii w powietrzu. To jedno z tych miejsc, gdzie zwalniasz, nawet jeśli nie planowałeś. Krótki spacer, kilka zdjęć i znów w drogę.




Przystanek trzeci – Harley-Davidson Lausanne (Morges).
Duży, przestronny salon z fantastycznymi rzeźbami przed wejściem – monumentalne, metalowe formy, które od razu robią klimat. W środku wszystko, co cieszy oko fana – maszyny ustawione jak w galerii sztuki, merch, zapach nowej skóry i kawy gdzieś w tle. Tu czuć pasję.











Przystanek czwarty – Harley-Davidson Geneva.
I tu wjeżdżamy grubo. Trzy piętra! 😮 Motocykle, akcesoria, odzież – wszystko w skali „wow”. Nowoczesna przestrzeń, dużo światła, dużo detalu. A sama Genewa? Międzynarodowa, elegancka, z charakterem. Jezioro, fontanna Jet d’Eau, alpejskie tło – niby spokojnie, a jednak czuć, że to miasto ma swoją wagę. I choć Szwajcaria przyjęła nas pięknie, czujemy lekki dreszcz ekscytacji – opuszczamy ją, a przed nami kolejny fantastyczny kraj.


















Przystanek piąty – Pont de la Caille (już Francja).
Co tu dużo mówić – świetny most i jeszcze lepszy widok. Zatrzymaliśmy się na szybkie fotki, trochę przeciągnąć nogi. Zaczynamy jednak czuć zmęczenie. Szczególnie Adrian – wczorajsza przygoda dała mu w kość. Droga piękna, ale organizm przypomina, że kilometry się sumują.







Przystanek szósty – Annecy.
I to jest zakończenie dnia, jakie lubimy. Urocze francuskie miasteczko z kanałami, pastelowymi kamienicami i górskim tłem. Od początku trasy mamy już ponad 1100 mil za sobą – czyli ponad 1760 km. Czujemy to, ale jednocześnie wiemy, że jedziemy dalej dokładnie tam, gdzie chcemy być.
Wieczorem spacer wąskimi uliczkami, rozmowy, śmiech i cudowna restauracja, w której na chwilę świat zwolnił. Taki dzień to mieszanka adrenaliny, zmęczenia i wdzięczności.
The Forward Tour toczy się dalej.
A my? Jedziemy naprzód. 🏍️🔥szy








