Dzień 15 – Thessaloniki, Grecja → Pogradec, Jezioro Ochrydzkie, Albania

czyli… jak się uprzesz, to do Albanii dotrzesz, nawet w ciemnościach.

Rano wstaliśmy jeszcze trochę zmęczeni żołądkowymi dolegliwościami, ale w doskonałych humorach – bo dziś przed nami Albania! A jesteśmy jej baaardzo ciekawi!

Co już wiemy o Albanii? To kraj kontrastów – z jednej strony dzika przyroda, z drugiej dynamicznie rozwijające się miasta. Niegdyś całkowicie odcięta od świata pod rządami krwawego dyktatora Envera Hodży, dziś przyciąga turystów autentycznością, gościnnością i… niskimi cenami. Albania dopiero od lat 90. XX wieku otworzyła się na turystów i zachodnie wpływy – a dziś zachwyca nieodkrytą przyrodą i serdecznymi ludźmi.

A dokąd dokładnie jedziemy?

Nad Jezioro Ochrydzkie – jedno z najstarszych i najgłębszych jezior w Europie! Ma ponad 3 miliony lat, a jego unikalny ekosystem został wpisany na listę UNESCO. Tafla wody sięga aż do Macedonii Północnej, a widoki – jak z pocztówki.

Ale wróćmy do początku dnia…

Opuściliśmy apartament ok. 11:00 i z bagażami ruszyliśmy do warsztatu V-twin Motor Inn, a następnie… na Plac Arystotelesa – serce Thessalonik! Ten majestatyczny plac to perełka neoklasycyzmu – szeroki, otwarty na morze, otoczony arkadowymi budynkami, które nocą rozświetla tysiące świateł.

Zjedliśmy śniadanko w T.G.I. Fridays i ruszyliśmy jeszcze na krótki spacer po urokliwych uliczkach miasta.

Około 16:00 wróciliśmy po motocykle. Zespół V-twin Motor Inn naprawdę spisał się na medal – nie tylko potraktowali nas priorytetowo, robiąc wszystko, byśmy wrócili na trasę, ale też obdarowali nas koszulkami firmowymi i obiecali spotkanie w Polsce. Okazało się, że właściciel często bywa w naszym kraju – więc kto wie! No to… w drogę! A przynajmniej tak nam się wydawało.

Zaledwie kilka kilometrów za miastem Adrian zauważył, że silnik jego Harleya znów nie pracuje jak powinien – traci moc, dławi się. Ryzykować? Nie ma mowy. Zawracamy.

Zespół V-twin Motor Inn bez mrugnięcia okiem wziął się za ponowną diagnostykę. Szukanie igły w stogu siana… aż w końcu: jest! Drobna dziurka w wężyku paliwa. Wymiana, testy – i gotowe. Panowie zostali sporo po godzinach, ale nie zostawili nas bez pomocy. Dziękujemy raz jeszcze z całego serca!

Mamy godzinę 19:00 – trudna decyzja: zostać kolejną noc w Thessalonikach, czy ruszyć dalej i dojechać do Albanii po zmroku? Zdecydowaliśmy: jedziemy! Choć oznaczało to, że musimy odpuścić wodospad Edessa – piękne miejsce, z kaskadą o wysokości aż 70 metrów, ukrytą wśród zieleni. Wielka, wielka szkoda, ale dzięki temu zaoszczędziliśmy godzinę drogi. Ale droga… ach, ta droga!

Przez pierwsze 2,5 godziny jechaliśmy po gładkiej, pustej autostradzie. Temperatury spadły, a niebo zagrało pastelami: różami, fioletem i błękitem. Góry wyglądały jak namalowane. Zachód słońca, chłodny wiatr, cisza, no dobra tu przesadziliśmy, nasze wydechy do cichych nie należą, ale i tak – magia. Potem była granica. I ciemność. I kręto. Droga, choć tylko około 70km, trochę dała nam w kość. Ale… dojechaliśmy! Meldujemy się z Pogradec, nad Jeziorem Ochrydzkim. Gotowi na pierwszy dzień w Albanii!

A teraz jak zawsze – najważniejsze: Nasza podróż to nie tylko przygoda. To The Hope Tour – wyprawa z misją. Michał, dla którego jedziemy, to też zapalony podróżnik – dajmy mu szansę spełniać marzenia, odkrywać świat i żyć pełnią życia. Polubcie nasz profil. Udostępnijcie post. Wspomóżcie zbiórkę choćby symboliczną wpłatą:

https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *