lub jak ktoś woli: Tyle szczęścia na raz! Czyli o sile pozytywnego myślenia.
No hej kochani! Zgadnijcie, gdzie dziś jesteśmy? Thessaloniki! A co tacy zdziwieni? No tak, mieliśmy być już w Albanii, ale wyszło jak wyszło. No to od początku…
Parafrazując powiedzenie z tytułu: jak nie sraczka, to pompa paliwa. Ale naprawdę – od początku…
Rano wszyscy z trudem zwlekliśmy się z łóżek. Chyba mamy mini kryzys – fizyczny, żołądkowy i moralny. Okazało się, że i Ania, i Adrian mają żołądkowe rewolucje, a Michał od pierwszego poranka w Grecji walczy z tajemniczą, swędzącą wysypką. Zaczęła się klasyczna analiza wczorajszego menu… ale niewiele było punktów stycznych, więc sprawcy nie znaleziono.
Dwie godziny, trzy tabletki Nifuraksazydu i kilka westchnień później byliśmy gotowi do wyjazdu.

Zarezerwowaliśmy już nocleg nad Jeziorem Ochrydzkim w Albanii – i to od razu na dwie noce, bo czujemy, że potrzeba nam wytchnienia od pędu i upału. Poza tym to jedno z najpiękniejszych jezior Europy, wpisane na listę UNESCO. No, nie mogliśmy nie zostać trochę dłużej! Motocykle przyprowadzone z parkingu, bagaże spakowane, zamieniliśmy jeszcze kilka słów z przemiłymi policjantami, którzy pilnowali synagogi naprzeciwko naszego apartamentu, i ruszyliśmy.
“Ahoy, przygodo! Żegnamy Thessaloniki!” – krzyknęliśmy. A Thessaloniki na to: „Czy aby na pewno?” No i znów ten złośliwy chichot losu. Ujechaliśmy może 2-3 km, kiedy Adrian zauważył, że silnik jego motocykla coś słabo pracuje – traci moc, dławi się. Myśleliśmy, że może się nie rozgrzał, ale problem nie ustępował. Decyzja: zjeżdżamy do warsztatu. Jakie szczęście, ze zawsze przed wyjazdem robimy mały research! No i teraz chwila wdzięczności – V-twin Motor Inn, warsztat działający od 20 lat, specjalizujący się właśnie w Harleyach.




Ekipa przyjęła nas z otwartymi ramionami, potraktowali sprawę priorytetowo, zdiagnozowali – pompa paliwa – i od razu zamówili część. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jutro ruszamy dalej! Dziękujemy V-twin Motor Inn z całego serca za życzliwość, pomoc i profesjonalizm!
I teraz – szklanka w połowie pełna czy pusta? My wybieramy tę pierwszą. Można narzekać: „No pech, współczucia!” Ale można też tak: Dobrze, że to się stało tutaj, a nie na jakiejś albańskiej serpentynie bez cienia i internetu. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy do ludzi, którzy znają Harleye jak własną kieszeń. Nasza forma i tak dziś leżała, więc ten dzień regeneracji to jak prezent z nieba
I do tego – Thessaloniki to piękne miasto, więc jeśli jelita pozwolą, to jeszcze trochę je pooglądamy i pstrykniemy fotki Kolejne szczęście? Apartament z wczoraj już był niedostępny. Ale… Wczoraj Adrian z Michałem wybili w nim 30 komarów na tym mikro metrażu – a i tak ich pogryzły. Za to nowy nocleg ma pralkę! Więc nie dość, że odpoczywamy, to jeszcze zrobimy pranie – czyste ubrania na kolejny etap podróży to też luksus.
Adrian niestety padł, więc Ania z Michałem ruszyli na obiad – mała knajpka w stylu amerykańskim, całkiem przyzwoite burgery. Później spacer po centrum Thessalonik, i… patrzcie co znaleźliśmy! Pamiętacie T.G.I. Fridays z Malty w Poznaniu? Adrian go uwielbiał.








No niestety – dziś tylko shake’i dla dzielnych eksploratorów – może jak mu opowiemy, szybciej wstanie z łóżka.
I wiecie co? To nie koniec szczęśliwych zbiegów okoliczności. Właśnie przyszła wiadomość od właścicieli pensjonatu w Albanii – przesuwają naszą rezerwację bez żadnych kosztów. Nie stracimy ani pieniędzy, ani pięknego miejsca nad Jeziorem Ochrydzkim
A na koniec, jak zawsze, przypominamy Wam, że ta podróż ma sens – i ma cel.
Jedziemy, by pomóc Michałowi – zapalonemu młodemu podróżnikowi, który sam marzy, by ruszyć w świat.
Dajmy mu szansę spełniać marzenia i wesprzyjmy jego walkę z rakiem.
Polubcie profil. Udostępnijcie post. Dorzućcie symboliczną cegiełkę: https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia Bo każdy zasługuje na swoją przygodę. Nawet jeśli czasem trzeba najpierw naprawić pompę paliwa




