Kochani, ten post będzie o życzliwości. Takiej zwykłej i niezwykłej zarazem.
“Życzliwość to język, który głusi mogą usłyszeć, a niewidomi zobaczyć.” – Mark Twain.
A my dodamy od siebie: to także język uniwersalny, który ułatwia życie w podróży tak, jak nic innego. Dla przykładu: gdy wczoraj wreszcie dotarliśmy do Czernomorets i skierowaliśmy się pod adres hotelu, okazało się, że… no właśnie, numer 18 miał być, a nie było. Numery sobie, rzeczywistość sobie. Wygląda na to, że podobnie jak u nas, bułgarska deweloperka nadmorska przeżywa boom, a numeracja nie nadąża. Hotel, który powinien być pod numerem 18, okazał się być pod 26.
Zaparkowaliśmy więc na ulicy przed hotelem i… nagle zjawia się jegomość:– Gawarisz pa ruski? My na to:– Not really, but how about English? Pan: Ein bisschen…No to jesteśmy w domu: Sprechen Sie Deutsch? I tak oto, zupełnie obcy człowiek zaproponował nam, żebyśmy zaparkowali u niego na posesji – choć budynek był jeszcze w budowie, to ogrodzenie już stało, więc można było bezpiecznie zostawić motocykle.
– Bo chyba jesteście w dalekiej podróży, co? – zapytał. Z serca podziękowaliśmy, zostawiliśmy liścik z podziękowaniem na płocie i jeśli nasz anioł-stróż z Czernomorets zajrzał na Facebooka – DZIĘKUJEMY!


To było wczoraj. A dziś – po miłym pożegnaniu z Konstantinem z restauracji Ам гъл Черноморец, ruszyliśmy w kierunku Istambułu. Bez pewności, czy dojedziemy.





Do granicy dotarliśmy dość gładko (pomijając stację benzynową w stylu vintage, która przyjmowała tylko gotówkę i to wyłącznie w lewach – euro odpadało). Pierwsza granica z pełną kontrolą paszportową i celną. Ale obyło się bez problemów – tureccy celnicy zapytali tylko z formalności o papierosy i alkohol. Spojrzeli na nasze motocykle i bagaże i chyba pomyśleli: “Niby gdzie mieliby to wszystko upchnąć?”. A gdy padło pytanie, skąd jedziemy i dokąd, to już patrzyli na nas jak na wariatów. A jak wiadomo – z wariatami trzeba delikatnie – więc pomachali nam na do widzenia i… wjechaliśmy do Turcji!





I od razu zakochaliśmy się w asfalcie! Jasnoszary, równiutki, zakręty jak z podręcznika — po tym, co serwowały nam poprzednie trzy kraje, to była czysta rozkosz.Malownicze górki i doliny, a temperatura — o dziwo! — była bardzo znośna. Ale do przejechania był długi odcinek, bo jak pewnie pamiętacie, zdarzył nam się mały poślizg związany z naprawą hamulców w Bukareszcie.
Plan był taki, że spróbujemy dojechać do Istambułu, a jeśli się nie uda, to przenocujemy gdzieś po drodze. Droga była całkiem znośna… aż do około 70 km przed celem. Wtedy naprawdę zaczęliśmy czuć zmęczenie — i my, i motocykle. Czas był na tankowanie i dłuższy postój.
I tak trafiliśmy do restauracji Çakallı Menemencisi Kahvaltı-Et Mangal Moi drodzy, jeśli będziecie jechać do Istambułu, to nie możecie tam nie zjeść! Autentyczne tureckie specjały, przepyszne świeżo grillowane mięsa, sałatki… Ale nie tylko dlatego warto tam zajrzeć.





Właścicielem restauracji jest Ali, a pomaga mu jego syn Yusuf. Ich miłość do ludzi, gościnność i otwarte serca poczujecie od razu po przekroczeniu progu, mimo że nie mówimy po turecku, ani oni po polsku.
Wyobraźcie sobie rozmowę przy pomocy Google Translate — wiadomo, czasem ciężko precyzyjnie powiedzieć, co się chce, ale jakoś daliśmy radę. To właśnie Ali sam zainicjował rozmowę, zaciekawił się, skąd jedziemy i dokąd. Staraliśmy się wpisywać krótkie informacje do tłumacza, ale nie doszliśmy nawet do połowy, gdy pojawił się Yusuf — nastoletni syn Alego, zwany “Big Boss” — z banknotami w ręce.
Wręczyli nam 1000 lirów, a Ali powiedział tylko: „To dla tego chłopca.”Wyobrażacie to sobie? Kolejna osoba na naszej drodze, która daje nam — zupełnie obcym ludziom — pieniądze i mówi z serca: „Bo ja kocham dzieci.” (Jutro wpłacimy równowartość w złotówkach dzis internet ledwie zipie i jest prawie 1:30 w nocy)
Byliśmy wzruszeni. Podziękowaliśmy, zrobiliśmy wspólne zdjęcie i obiecaliśmy, że wracając ze Stambułu, znów do nich zajrzymy. I Wy też zajrzyjcie, jeśli będziecie w okolicy. Bo, jak mówi Magda Gessler:
„Tylko ci, którzy kochają ludzi, potrafią ich dobrze nakarmić.”A to jest właśnie takie miejsce.
Dla nas to kolejny piękny akt życzliwości. Turecką gościnność poznaliśmy już 10 lat temu na wakacjach, i to właśnie dzięki takim ludziom ten kraj jest jednym z naszych ulubionych — nie za pogodę, widoki czy zabytki, ale za wielkie serca i naturalną otwartość jego mieszkańców.

No dobrze, dalej już szybciutko i króciutko — jeśli się uda.
Kolejne kilometry do starego centrum Istambułu, a właściwie tej jego europejskiej części, pokonaliśmy częściowo w korkach. Ale odkryliśmy, że pas techniczny (oznaczony EDS — co to dokładnie znaczy, nie wiemy) jest intensywnie używany przez motocykle i skutery.
Najpierw nieśmiało na niego wjechaliśmy, a potem — gdy zobaczyliśmy, że nawet policja zjeżdża na bok, by zrobić miejsce motocyklistom — korzystaliśmy z niego do woli.
WELCOME TO ISTAMBUL!!!










Cieszymy się ogromnie. To dla nas osiągnięcie — fizyczne, mentalne i logistyczne. Tym bardziej, że… (tu odrobina prywaty)14 lat temu powiedzieliśmy sobie „tak” i od tamtej pory podróżujemy razem przez życie. Czy może być coś piękniejszego niż celebrowanie tej miłości w takim mieście?










Dobranoc, kochani! A jutro… zabierzemy Was do Azji! Wyruszymy przez most nad cieśniną Bosfor i spojrzymy z innej perspektywy na miasto, które:
…ma dwie dusze — europejską i azjatycką
…jako jedyne na świecie leży na dwóch kontynentach
…było stolicą trzech wielkich imperiów: rzymskiego, bizantyjskiego i osmańskiego
…a jego historia sięga ponad 2600 lat!
Nazywano je Bizancjum, potem Konstantynopol, aż w końcu — İstanbul. Miasto, które łączy nie tylko kontynenty, ale i ludzi.Do jutra!
I jak zawsze – jeśli podoba Wam się ta nasza przygoda, jeśli kibicujecie Michałowi, jeśli wierzycie w moc życzliwości – zostawcie serducho, udostępnijcie post dalej i zajrzyjcie na nasz profil.
Każde polubienie, każdy komentarz, każde udostępnienie to większy zasięg – a większy zasięg to większa szansa na kolejne wpłaty i realną pomoc.
A jeśli możecie i chcecie – wpłaćcie choćby symboliczne 10 zł.Bo razem możemy naprawdę dużo.
Dziękujemy, że jesteście z nami!