Dzień 11: Istambuł, czyli tam gdzie spotyka się Azja z Europą

Kochani, jak my zmieścimy to wszystko, co działo się dzisiejszego dnia w jednym poście… naprawdę nie wiemy, ale gdy wczoraj pisaliśmy Wam, że „jutro będzie petarda” – to sami nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak niesamowity będzie ten dzień!

Zacznijmy od faktów: Istambuł zamieszkuje 15,4 miliona ludzi (oficjalnie – nieoficjalnie: znacznie więcej). I ustalmy to z góry – poruszanie się autem po Istambule nie jest dla osób o słabych nerwach. A jazda motocyklem? Dla tych, co mają… grande cojones.

Gdybyśmy mieli to do czegoś porównać, to do Trasy Transfogaraskiej – tylko z większym chaosem i bardziej stromo. Miasto położone jest na wzgórzach otaczających cieśninę Bosfor, więc jazda to wieczna sinusoida: w górę – w dół – i znowu w górę. A między tym: trąbiące taksówki, kierowcy zawracający z prawego pasa w lewo, zaparkowane w absurdalnych miejscach auta, skutery mknące z prędkością światła, czasem pod prąd, czasem bez kasku, a czasem z telefonem w dłoni. Serio. A mimo to… jakoś to wszystko działa

Nie mogliśmy sobie odmówić takich wrażeń, więc połowę dnia spędziliśmy jeżdżąc po Stambule, odwiedzając różne miejsca i oczywiście – dwa salony Harley-Davidson (no bo jakże inaczej!). Jeden w części europejskiej, drugi – w azjatyckiej. Możemy więc oficjalnie powiedzieć: DOJECHALIŚMY MOTOCYKLAMI DO AZJI!

A jak wygląda samo miasto? Istambuł to niezwykłe połączenie Orientu i Zachodu – minarety sąsiadują tu z nowoczesnymi biurowcami, a zabytkowe kamienice i pałace otulają ulice pełne kolorowych bazarów. To miasto z duszą, tętniące życiem, pełne zapachów, dźwięków i historii, która wylewa się z każdego zakamarka.

Pierwszy salon Harley-Davidson West İstanbul, który odwiedziliśmy, znajdował się w zachodniej części miasta. Jeszcze zanim weszliśmy do środka, powitał nas Ayberk i jeden z klientów. Herbatka pojawiła się błyskawicznie, rozmowy rozkręciły się same, i jak zawsze: pozytywna energia, uśmiechy, zainteresowanie. Opowiedzieliśmy o naszej trasie, zbiórce dla Michała, wymieniliśmy się gadżetami i ruszyliśmy dalej – pełni wdzięczności i z nową porcją energii.

I teraz – niespodzianka! Dowiedzieliśmy się, że niedaleko znajduje się siedziba TT Custom – firmy, która buduje na zamówienie unikalne motocykle i ma na koncie m.in. udział w hollywoodzkiej serii filmów The Expendables (Niezniszczalni) z takimi gwiazdami jak Stallone, Statham, Jet Li czy Dolph Lundgren.

Pojechaliśmy, i początkowo nic nie zapowiadało tego co się wydarzyło później. Po pierwsze, samo miejsce to nie showroom, gdzie można się kręcić robiąc fotki i gadając o niczym, tam się pracuje. Owszem obok znajduje się świetnie urządzona Kafejka, ale chyba mieliśmy pecha bo gdy do niej zajrzeliśmy była kompletnie pusta.

Po chwili nadjechała ciężarówka i panowie z TT Custom Choppers wypakowali 2 imponujące bestie. Nie chcieliśmy za bardzo przeszkadzać, zrobiliśmy kilka zdjęć i mieliśmy się zbierać do dalszej drogi, ale po chwili zdarzyła się magia.

Pojawił się Tarhan Telli – założyciel firmy, legenda. Człowiek, który stworzył tę firmę własnymi rękami i z małego warsztatu rozrósła się tak, że zajmuje całą ulicę. Przywitał się z nami i po tym jak opowiedzieliśmy skąd przyjechaliśmy i dlaczego jedziemy, zapytał ”Jak możemy pomóc?”

Wyobrażacie sobie? Nie tylko zaprosił nas do wspólnego zdjęcia na jednym z najbardziej niesamowitych motocykli jakie widzieliśmy, ale nakręcił z nami filmik, w którym opowiadamy skąd, dokąd i po co jedziemy i wrzucił to na swój Instagram, a to nie byle co, gdy się ma 43 tysiące followersów.

Nie uwierzycie, ale to jeszcze nie koniec, osobiście oprowadził nas po TT Custom Choppers opowiadając o tym jak zaczynał i pokazując naprawdę niesamowite maszyny nad jakimi aktualnie pracują. I to nie koniec, na do widzenia sprezentował jeszcze każdemu z nas po koszulce, kominach i smyczach do kluczy, życzył Michałowi powrotu do zdrowia a nam szczęśliwej podróży.

Fantastyczny człowiek, który nie tylko realizuje swoją pasję życiową budując przepiękne, wyjątkowe maszyny, ale jest bardzo otwartą, życzliwą osobą. Tarhan, dziękujemy bardzo, doceniamy czas jaki nam poświęciłeś i chęć pomocy. Jesteś wielki! Dziękujemy z całego serca za gościnność i wsparcie.

I właśnie o to chodzi w tej podróży – o ludzi, jakich stawia na naszej drodze los. Tak jak 3 lata temu, kiedy spotkaliśmy Karen Davidson i Bill Davidson – tak i teraz, z TT Custom Choppers wyjechaliśmy z nową dawką pozytywnej mocy, która zostaje z człowiekiem na długo

Na fali tej dobrej energii ruszyliśmy do kolejnego miejsca – Harley-Davidson İstanbul East. I znowu – fantastyczne miejsce, świetni ludzie. Złapaliśmy dobry kontakt, wymieniliśmy się gadżetami, opowiedzieliśmy o trasie i zbiórce. Zostaliśmy obdarowani ciepłem, zainteresowaniem i kolejną porcją dobrej energii – dziękujemy za wszystko!

Po wizycie szybki powrót do hotelu – prysznic, ciuchy na zmianę – bo chcieliśmy zabrać Was jeszcze na wyprawę na… Wielki Bazar!

Grand Bazaar – najstarsze zadaszone targowisko na świecie, labirynt ponad 4 tysięcy sklepików, w których można znaleźć wszystko: od dywanów, przez złoto, po przyprawy i skórzane kurtki. Kolorowo, tłoczno, głośno, aromatycznie i bardzo… turecko.

Zgubiliśmy się kilka razy, ale za każdym razem odkrywaliśmy coś nowego. A kiedy trafiliśmy do maleńkiej restauracyjki z kebabem i zobaczyliśmy, że przy wszystkich stolikach siedzą lokalni mieszkańcy – wiedzieliśmy, że warto poczekać. I było warto.

Tyle chcielibyśmy wam jeszcze podać szczegółów, i historii, ale oczy nam się same zamykają, a jutro trzeba jechać. Dlatego powiemy tylko o jednym przemiłym panu. Abdullah, prowadzi sklep z pięknymi szalami, dołączył do naszej akcji i przesyła prezent, który już jedzie z nami dla… nie powiemy, niech będzie niespodzianka!

A na koniec… coś wyjątkowego

Prezent na rocznicę ślubu – spóźniony o jeden dzień, ale za to jaki! Kolacja i rejs statkiem po Bosforze o zachodzie słońca… Czy może być coś bardziej romantycznego?

No to dalej, pakować się do łódki! Zabieramy was ze sobą.

To był wieczór pełen wzruszeń, pięknych widoków i wdzięczności – że jesteśmy razem, że możemy to przeżywać i że mamy wokół tylu cudownych ludzi.

Dziękujemy, że jesteście z nami. Komentujcie, oglądajcie zdjęcia, dzielcie się nimi. A my… padamy na twarz – u nas już 3:53 w nocy. Filmik wrzucimy jutro, dziś nawet hotelowy internet odmawia współpracy (a my trochę też).

A teraz najważniejsze: TA PODRÓŻ MA CEL. I TYM CELEM JEST ŻYCIE MAŁEGO MICHAŁA. Jedziemy by zebrać środki na jego leczenie.

Każdy gest się liczy: Polubcie nasz profil na Facebooku. Udostępnijcie post,

Wspomóżcie zbiórkę choćby symboliczną wpłatą https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

Musimy uratować tego chłopca. Bo jeśli nie my – to kto?

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *