Dzień 22: Zadar (Chorwacja) – Stanjel (Słowenia)

Trasa: około 250 km. Motocykle: jak zwykle — my dzielni, mniej spoceni i zmoczeni

Dość sprawnie poszło nam poranne pakowanie i bardzo liczyliśmy, że upał dziś trochę odpuści. Adrian zaplanował trasę wzdłuż chorwackiego wybrzeża, co mogło oznaczać albo genialną przygodę, albo korki, żar lejący się z nieba i stado turystów z dmuchanymi jednorożcami przemykającymi chaotycznie z jednej strony drogi na drugą.

Jak było? Malowniczo. Fenomenalnie. Bajecznie. Oszałamiająco. Słonecznie. Wietrznie. Kręto. Zachwycająco. Po prostu — odlotowo.

Droga z Zadaru do Rijeki to czysta poezja zaklęta w asfalcie. Chyba podobała nam się bardziej niż dwie trasy Rumuńskie, i mimo ostrzeżeń w postaci tablic “Uwaga, droga wymagająca dla motocyklistów” nie była trudna, za to dostarczała tyle emocji swoim pięknem, ze zdecydowanie trafia na listę ulubionych! No powiedzcie sami: góry leniwie zsuwają się ku lazurowemu morzu, drogi wiją się jak wstążki w prezencie od natury, a każdy zakręt to nowa pocztówka. Jadąc, powoli zaczynamy rozumieć wszystkich, którzy rok w rok wracają tu jak do wakacyjnego raju. I chyba sami zaczynamy dołączać do tego grona. Bo naprawdę mało jest na świecie miejsc, gdzie krajobrazy zapierają dech w piersiach co trzy kilometry.

Patrząc na to całe piękno, i będąc sam na sam ze swoimi myślami, człowiek zaczyna sobie też zdawać sprawę z pewnych braków w edukacji historycznej. Bo wiecie, o wikingach coś tam wiemy. O Piastach też. O krucjatach i zamkach w Rumunii. Ale co działo się na Bałkanach w okolicach X–XI wieku?

Czy było jak u Skandynawów:

– Hej, Sven, popłynęłoby się coś złupić?

– Czekaj, lecę po Bjorna.

Albo jak u Piastów:

– Hola, hola, coś ci ludzie od Ottona rozbrykali się za bardzo, trzeba im nosa utrzeć. A poza tym to mam chrapkę na koronę.

A może u Bałkanów tak:

– Zlatko, może byśmy tak coś zagrabili?

– Eee, gorąco… wino jeszcze nie gotowe… to może poleżymy na plaży i popatrzymy w wodę?

Zdecydowanie musimy doczytać, co tam się działo. A tymczasem, snując takie (lub jeszcze bardziej absurdalne) scenariusze w ciszy własnych kasków, trafiamy do twierdzy Nehaj w miejscowości Senj. No i sami powiedzcie, czy droga to nie najlepszy nauczyciel? Ale jeśli jest tu jakiś ekspert od Bałkanów, to proszę, oświećcie nas co do historii wcześniejszej.

Twierdza Nehaj powstała w XVI wieku jako siedziba Uskoków – wojowników, którzy bronili wybrzeża przed Turkami i Wenecjanami. Budowla miała imponować, odstraszać i… działało! Z grubymi murami, doskonałym widokiem na zatokę i potężnym charakterem — to miejsce robi wrażenie. Dalej – Rijeka i Zamek Trsat. Trsat Castle stoi na wzgórzu, z którego widać całą Rijekę i okolicę. Zamek ma korzenie rzymskie, ale swoją obecną formę zawdzięcza średniowieczu. Przez wieki był ważnym punktem strategicznym, a dziś można tam złapać chwilę zadumy, dobrą kawę i świetne zdjęcia.

A sama Rijeka? Zdecydowanie godna uwagi! Trzecie co do wielkości miasto Chorwacji, z piękną starówką, klimatycznym portem i mieszanką wpływów austriackich, włoskich i bałkańskich. Warto wiedzieć, że w 2020 roku Rijeka została Europejską Stolicą Kultury. A my możemy dorzucić: mają też genialne lody. Jeśli będziecie w Rijece, koniecznie zajrzyjcie do kawiarni Cacao przy porcie — takich lodów nie znajdziecie wszędzie. Orzeźwieni kawą i lodami, zachęceni łaskawymi dziś temperaturami (tylko 28°C!), postanowiliśmy jechać dalej. Nawet chwilowy deszczyk przed miastem nie był w stanie odebrać nam humoru – był tak łagodny, że nawet nie zakładaliśmy przeciwdeszczówek.

Wkrótce przekroczyliśmy granicę ze Słowenią. Zrobiło się chłodniej, bardziej górzyście, pojawiły się chmurki… potem chmury… potem deszcz. I nie było się gdzie schować. Ale zaraz potem zza chmur przebiło się niskie słońce — idealnie, żeby świecić prosto w oczy zmęczonemu motocykliście i wwiercać się w czaszkę. A potem… znowu deszcz. I znowu słońce. Równocześnie. Kosmiczne combo pogodowe. Zwolniliśmy do ślimaczego tempa, ale dojechaliśmy. Do Stanjela. I teraz — czas na resecik.

Miłego oglądania zdjęć, a my jak zawsze przypominamy: To wszystko robimy z jednym celem — uratować Michała. Jeśli jeszcze nie wsparliście zbiórki – teraz jest idealny moment:

https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

Każda złotówka, każde udostępnienie i każde dobre słowo się liczy. Pomóżcie nam dotrzeć z tym przesłaniem jak najdalej!

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *