Dzień 23 – winorośle, salony Harleya i marzenie o prawdziwej włoskiej trattorii

Stanjel (Słowenia) – Caldiero (Włochy)

Zaczęliśmy dzień w Stanjelu. I tu niespodzianka, lubimy doczytać gdzie jesteśmy, bo często nawet małe miejscowości maja swoje niezwykłe historie. Tak było i tym razem. Stanjel, co widać było już z daleka to urokliwa miejscowość położona na wapiennym wzgórzu, jedna z najstarszych w Słowenii.Kamienne uliczki, średniowieczna zabudowa i oszałamiający widok na winnice wokół. Stanjel słynie m.in. z ogrodu Ferrari (tak, serio!), który zaprojektował architekt i burmistrz miasta – Max Fabiani – na cześć doktora Enrica Ferrariego, który zakochał się w tym miejscu i chciał stworzyć ogród idealny. I wiecie co? Ponoć mu się udało. Ale będziemy musieli to sprawdzić już następnym razem. Mamy duży niedosyt Słowenii, często traktowanej jako krótki przystanek w drodze do Chorwacji, a zdecydowanie zasługuje na to by być w centrum zainteresowania.

Otoczeni winnicami, ruszyliśmy dalej – w stronę Włoch. I tu gratka dla fanów Harleya – ten dzień to był prawdziwy maraton po włoskich salonach tej legendarnej marki! Tyle punktów HD w jednym kraju? Chyba tylko w USA mają ich więcej (jeszcze to sprawdzimy, ale wszystko na to wskazuje).

Na pierwszy ogień – Fiume Veneto. Niewielka miejscowość w regionie Friuli-Wenecja Julijska, znana z przemysłu meblarskiego i spokoju. Ale my skupiliśmy się głównie na salonie Harley-Davidson, gdzie powitała nas bardzo miła ekipa – jak zresztą w każdym z odwiedzonych punktów. Pozdrawiamy Friuli Chapter. Atmosfera w salonach była tak przyjazna, że mogliśmy poczuć się jak wśród swoich – gadki, fotki, żetony (tak, Piotr, dla Ciebie też pokerowy zapas rośnie!).

Następnie – Treviso. Stylowe, eleganckie, z siecią kanałów przypominających małą Wenecję. Miasto znane z produkcji prosecco i… radia Deejay. Ale to, co zwróciło naszą uwagę na parkingu przed salonem Harley-Davidson Treviso, to DeLorean. Tak, TEN DeLorean. Back to the Future („Powrót do przyszłości”) w pełnej krasie! Brakowało tylko Marty’ego i Doktora Emmetta Browna. I może trochę plutonu.  Pozdrawiamy serdecznie załogę salonu i dziekujemy za miłe spotkanie.

Po tej podróży w czasie trafiliśmy do Padovy – miasta uniwersyteckiego z jedną z najstarszych uczelni w Europie, piękną bazyliką św. Antoniego i klimatycznymi zaułkami. No, tylko że restauracja vis-à-vis salonu Harley-Davidson Padova była… mało włoska. Jak to ujął Michał: „Nowoczesna, elegancka, ale zero czerwonych obrusów, zero krzykliwego kucharza, zero ‘mamma mia!’”. No cóż – wieczorem poszukamy bardziej stereotypowej opcji.

Po pogaduchach z przemiłym Alessandro z Harley-Davidson Padova(pozdrawiamy, jeśli to czytasz!), ruszyliśmy przez Padovę dalej, aż dotarliśmy do salonu Harley-Davidson Vicenza – i znów, obsługa jak marzenie. Ludzie otwarci, ciekawi naszej akcji, pełni pasji. A jaki ładne Fat boy i Springer w środku, no sami zobaczcie. Nie wiemy, czy to kwestia Harleya, czy Włochów, ale to był kolejny bardzo miły przystanek.

Wieczorem zaczęło się robić ciemno, a na niebie pojawiła się wielka burzowa chmura – klasyka. Uciekając przed nią, wylądowaliśmy w Caldiero – spokojnym miasteczku znanym z term i długiej historii sięgającej czasów rzymskich. Ale nas bardziej interesowało coś innego – obietnica. Obietnica prawdziwej włoskiej kolacji!

I… udało się. Tuż za rogiem – klimatyczna trattoria, pizza z pieca, desery i my, po raz pierwszy od dawna, bez pisania postów, bez planowania, bez stresu. Tylko wspomnienia, śmiech z wpadek, wzruszenia z najlepszych chwil i to cudowne uczucie, że mimo zmęczenia i zakwasów – robimy coś naprawdę ważnego. Jeśli jeszcze nie wsparliście zbiórki – to jest ten moment:

https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

Każda złotówka, każde udostępnienie i każde dobre słowo mają znaczenie.Pomóżcie nam dotrzeć z tym przesłaniem jak najdalej!

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *