Dzień 12 – czyli o tym, że czasem nic się nie dzieje… i właśnie o to chodzi

Dziś oficjalnie pożegnaliśmy Turcję i ruszyliśmy w stronę Grecji. Granicę przekroczyliśmy bez większych problemów, ale nocleg zaplanowaliśmy zaledwie 20 km od przejścia – bo wczorajszy brak snu musiał się w końcu upomnieć, pisanie postów do 4 rano a później długa jazda to mieszanka która może źle się skończyć, wiec rozsądek wygrał.

Dziś więc ładujemy baterie. Odpoczywamy, gramy w karty, rozmawiamy i… po prostu jesteśmy razem. Bez pędu, bez pośpiechu, bez napięcia. To ważna część tej podróży – może nie najbardziej widowiskowa, ale bardzo potrzebna, bo pewnie większość z was też ma dość pędu na co dzień i czasami potrzebuje zwolnić tempo.

Poranek rozpoczęliśmy trasą wzdłuż cieśniny Bosfor – z jednej strony woda, z drugiej – strome zbocza, domy, meczety i całe życie codzienne Stambułu. Piękne widoki, ale zero szans na zdjęcia – intensywny ruch, upał, skupienie. Było duszno, głośno i gęsto – ale jednocześnie to był ten moment, kiedy każdy z nas mógł pobyć chwilę sam na sam ze swoimi myślami, w prywatności własnego kasku.

Turcjo, będziemy tęsknić.

Nie wiemy, jak to się dzieje, ale spotykamy tu samych niezwykłych ludzi. Pomocnych, życzliwych, ciepłych. To właśnie ludzie są największym skarbem Turcji. Ali, Yusuf, cała załoga waszej restauracji Çakallı Menemencisi Kahvaltı-Et Mangal, Ayberk i Team Harley-Davidson West İstanbul i ty drogi kolego z którym rozmawialiśmy przed tym salonem, niesamowity Tarhan Telli i cały team TT Custom Choppers, cudowna ekipo Harley-Davidson İstanbul East, Abdullah z Grand Bazzaar, i wszyscy wy, którzy do nas machaliście, wciągaliście w rozmowę – wszystkich was ciepło pozdrawiamy i dziękujemy, ze sprawiliście, iż bardzo chcemy tu wrócić.

Nawet dziś – tylko dziś! – na stacjach benzynowych, na granicy… tyle dobrych gestów, serdeczności, zainteresowania.

Para, która podjechała obok naszych motocykli i zapytała: „Z Polski przyjechaliście? Na motocyklach? Witajcie w Stambule!” – i kolejna przemiła rozmowa.

Panowie na stacji – zabiegani, obsługujący klientów, a jednak zatrzymali się na chwilę, podarowali nam pudełeczka z Turkish delight. “To od firmy” – pokazali z uśmiechem przez translatora. A potem zdjęcie z managerem i słowa otuchy na dalszą drogę.

Czy można chcieć więcej?

Turcjo – kochamy Cię i wrócimy, bo zostawiłaś w naszych sercach kawałek siebie

A teraz… Grecjo, czy będziesz jak surowi bogowie i ześlesz żar z nieba niczym Hefajstos, czy raczej okażesz się łagodna, ciepła i delikatna – jak morska bryza o zachodzie słońca nad Egejskim wybrzeżem?

A my przypominamy:

TA PODRÓŻ MA CEL – jedziemy dla Michała, by ratować jego życie.

Każdy gest się liczy: https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

Polubcie profil. Udostępnijcie ten post. Dołóżcie cegiełkę – nawet najmniejszą! Bo jeśli nie my – to kto?

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *