Dzień 31: Ostatnia prosta

Wstaliśmy dość wcześnie, bo plan był ambitny – z Osnabrück, starając się omijać wszelkie burze, dotrzeć do domu. Trasa zapowiadała się na długą – ponad 650 km – i… deszczową. Nie traciliśmy czasu na długie śniadanie – plan był prosty: pierwsza stacja benzynowa – tankowanie i coś na ząb. I jak to w tej podróży bywało, znów los się do nas uśmiechnął – trafiliśmy na przemiłą Polkę za ladą, więc do kawy i kanapki dostaliśmy jeszcze miłą rozmowę gratis.

Napojeni i nakarmieni ruszyliśmy do Braunschweig – jedynego zaplanowanego przystanku. Trzy lata temu odkryliśmy tam świetny salon Harley-Davidson Braunschweig GmbH i od tej pory zaglądamy co roku. Co nas tam ciągnie? Mnóstwo – ogromna kolekcja motocykli z różnych okresów, replika pierwszego warsztatu Harleya, sporo używanych maszyn (zawsze można coś ciekawego wypatrzyć!), duża sekcja odzieżowa i akcesoriów, no i super obsługa.

Droga – jak przewidywaliśmy – w deszczu. Ale dzięki autostradzie szło całkiem sprawnie, choć wymagało to skupienia i częstych przystanków. Na obiad zatrzymaliśmy się przed Berlinem – i znów, jak to już stało się regułą, spotkaliśmy cudownych ludzi. Tym razem była to polsko-niemiecka rodzina, która zainteresowała się naszą trasą i historią Michała. Po rozmowie i wspólnym zdjęciu ruszyli dalej – już z ostatnimi z naszych ulotek – a my, po powrocie do motocykli, znaleźliśmy czekoladowe serduszka, które nam zostawili.

Tak pozytywnie naładowani ruszyliśmy dalej – warunki nadal zmienne, głównie deszczowe. I tuż przed granicą – chwila grozy. Ulewa znów się zaczęła, a kierowcy samochodów przed nami wjeżdżając w ścianę deszczu spanikowali i zaczęli gwałtownie hamować – oba pasy. My tuż za nimi. Motocykl Ani zaczął tańczyć jak wąż, ale… opanowała go! Nie upadła. Trochę emocji było – w ten chłodny dzień zrobiło się gorąco, ale daliśmy radę.

Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę już po polskiej stronie – szybkie tankowanie i dalej w drogę, bo chmura deptała nam po piętach.

I tak – około 19:30 – wjechaliśmy do Gminy Komorniki od strony Chomęcic. I… wzruszenie sięgnęło zenitu! Na wiadukcie nad zjazdem z autostrady powitalny baner i machające do nas ręce! Sołtyska Chomęcic, Dorota Trocha nasz dzielny wojownik Michał i jego mama Aneta Milczarek czekali na nas z pięknym banerem narysowanym przez dzieci z Chomęcic. Chwilę porozmawialiśmy i umówiliśmy się na sobotę na dłuższe spotkanie – na opowieści z drogi i wspólne emocje.

I tak… nasza podróż oficjalnie dobiegła końca.

Ale to nie koniec tej historii. Mamy jeszcze sporo materiału, którym będziemy się z Wami dzielić – zdjęcia, filmy, wspomnienia. Ale co najważniejsze – walka Michała nadal trwa! Początkowa kwota, którą udało się zebrać, dzięki waszej ofiarności, okazała się niewystarczająca w świetle finalnego kosztorysu leczenia. Dlatego będziemy z Michałem – tak długo, jak będzie trzeba, aż wróci do zdrowia.

DZIĘKUJEMY! Za każdą wiadomość, każde udostępnienie, każdą złotówkę, każde ciepłe słowo. Dziękujemy, że czytaliście te nasze przydługie posty, że kibicowaliście, wspieraliście, że byliście z nami przez te 31 dni. Ale prosimy Was jeszcze raz: Jeśli jeszcze nie wsparliście zbiórki – zróbcie to teraz. Jeśli już wsparliście – udostępnijcie. Im nas więcej, tym większa szansa, że Michał wygra!

ZBIÓRKA: https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

5314.1 mil = 8552.2 km dla Michałą.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *