5.07.2026 Rosnówko – Nova Paka, CZ
No to ruszyliśmy! Punktualnie o 9:00 wyjechaliśmy z Rosnówka i oficjalnie rozpoczęliśmy The Hope Tour Reloaded.





Plan na pierwszy dzień? Spokojnie wjechać w rytm podróży. Rzeczywistość? Jak zwykle napisała własny scenariusz.



Pierwszym przystankiem był Harrachov – Nový Svět. Zaczęliśmy od słynnej huty szkła, w której od ponad trzystu lat powstają prawdziwe szklane dzieła sztuki. Kilkaset metrów dalej stara warzelnia piwa – miejsce z klimatem, którego nie da się wyprodukować w żadnym nowoczesnym browarze.






Następnie zatrzymaliśmy się przy Riedel Manor – imponującej rezydencji rodziny Riedel, właścicieli huty szkła i jednych z najbardziej znanych producentów szkła na świecie. To właśnie stąd przez lata zarządzano jednym z najważniejszych zakładów szklarskich w tej części Europy.



Później były już kolejne perełki Czeskiego Raju: Malá Skála, majestatycznie położony Vranov, ruiny Frydštejna, zamek Hrubý Rohozec, aż w końcu dotarliśmy do Hrubej Skały. I właśnie tam wydarzyła się chyba najfajniejsza historia tego dnia.
















Obiad? Żadna restauracja z gwiazdkami Michelin. Zwykła budka z lokalnymi daniami. Ale kotlet z frytkami… sztos! Czasami najlepsze jedzenie znajduje się dokładnie tam, gdzie najmniej się go spodziewasz.














Kiedy jedliśmy, przy motocyklach pojawiła się grupa młodych rodziców z małymi dziećmi. Ania z uśmiechem powiedziała jednemu z maluchów, żeby uważał, bo motocykl jest jeszcze gorący. I tak zaczęła się rozmowa.



Jeden z ojców powiedział, że z podziwem oglądają nasze maszyny. My opowiedzieliśmy, że właśnie ruszamy w trasę, która dedykowana jest Michałowi – chłopakowi z naszej miejscowości walczącemu z chorobą. Padły pytania: dokąd jedziemy, jak daleko. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą – jeszcze dokładnie nie wiemy. Wiemy tylko, że rok temu skończyliśmy… w Stambule.
Na co pan spojrzał na żonę i z rozbrajającym uśmiechem zapytał:
– Mogę jechać z nimi?
Pośmialiśmy się wszyscy, przekazaliśmy im ulotki, a oni obiecali opowiadać historię Michała dalej. I właśnie dla takich spotkań warto ruszać w drogę.
Na koniec dnia odwiedziliśmy jeszcze Trosky – najbardziej charakterystyczne ruiny zamku w Czechach, z dwiema wieżami stojącymi na bazaltowych skałach. To jeden z symboli Czeskiego Raju i miejsce, które widać z wielu kilometrów.






Byliśmy już naprawdę zmęczeni, ale skoro doba jeszcze trwała, postanowiliśmy zahaczyć o Lomnicę nad Popelkou. Tamtejszy ratusz uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Czechach. Jasna fasada, charakterystyczna wieża i elegancki rynek sprawiają, że wygląda bardziej jak pałac niż urząd. Idealne miejsce na zakończenie pierwszego dnia.

Tak naprawdę jednak cały dzień był jednym wielkim… testem.
Pewnie część z Was zauważyła, że na zdjęciach brakuje naszego trzeciego, stałego członka wyprawy. Tak… w tym roku nasz syn miał poważny dylemat. Z jednej strony bardzo chciał jechać z nami, z drugiej wizja kilku tygodni z babcią i siostrami, które obiecały mu mnóstwo atrakcji, okazała się wyjątkowo kusząca. Tym razem wygrały wakacje u babci. Myślę, że wielu z Was doskonale rozumie tę decyzję. ![]()
Testujemy również nowe kaski. Poprzednie po trzech latach bardzo intensywnego użytkowania zaczynały już delikatnie odmawiać posłuszeństwa. A poza tym doszliśmy do wniosku, że choć czarne podobają nam się bardziej, to jasne mają jedną niepodważalną zaletę – w środku potrafią być nawet o kilka stopni chłodniejsze. Przy temperaturach, jakie funduje nam ostatnio Europa, z taką fizyką po prostu się nie dyskutuje.
Do kompletu doszły jeszcze kominiarki, do których podchodziliśmy bardzo sceptycznie. Producent twierdzi, że w chłodzie grzeją, a w upale chłodzą. Zobaczymy. Na razie jedyne, co możemy potwierdzić, to fakt, że wywołują uśmiech (a może politowanie?) na twarzach ludzi mijanych na stacjach paliw. Nie wiemy dlaczego… może dlatego, że wyglądamy jak dwa ogromne plemniki – jeden biały, drugi różowy? ![]()
Największy test dotyczył jednak naszej odporności na pogodę. Od momentu wyjazdu deszcz postanowił zaprezentować nam chyba wszystkie swoje odmiany. Siąpił, kropił, mżył, padał, lał, zacinał… Chwilami wiatr był tak silny, że dosłownie przesuwał motocykle po pasie ruchu. Nic dziwnego, że wieczorem byliśmy kompletnie wykończeni.
Na szczęście nocleg, zarezerwowany dosłownie w ostatniej chwili, okazał się strzałem w dziesiątkę. Niedrogi, nieskazitelnie czysty, wygodny – wyglądał tak, jakby jeszcze nikt przed nami tam nie spał. Rano poznaliśmy właściciela. Przemiła osoba. Chwila rozmowy, kilka słów o naszej wyprawie, oczywiście zostawiliśmy ulotki i… historia Michała ruszyła dalej.
I właśnie po to jedziemy.
Bo podczas gdy my wybieramy motocyklową przygodę zamiast leżaka i hotelowego basenu, Michał w Barcelonie przechodzi kolejny etap leczenia. Potrzebuje dobrych myśli, słów wsparcia, ale przede wszystkim środków, które pozwolą mu walczyć dalej.
Jeżeli możecie – wrzućcie choć kilka złotych do zbiórki dla Michała: https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia
. Jeśli nie możecie, udostępnijcie ten post. Naprawdę wierzymy, że siła jest w grupie.
Dziękujemy, że jedziecie tę drogę razem z nami. ![]()
![]()
#TheHopeTour #TheHopeTourReloaded
#Pomagamy #SiePomaga #MichałMilczarek #MotocyklemDlaMichała #PomocMaMoc #RazemMozemyWiecej #PodrozZMisja #Motocykle #Adventure #PomaganieJestFajne