7.07.2026
Olomouc, CZ -Terchova, SLO
Ten dzień zaczął się… wyśmienicie. 😍





Adrian wygooglował kawiarnię, która podobno serwuje najlepsze kanapeczki na świecie. No dobra… może nie na całym świecie, pewnie znajdą się jeszcze jakieś konkurentki. 😅 Ale KAFE JAK LUSK w Ołomuńcu naprawdę zrobiło robotę!
Kanapka z burratą, rukolą, fantastycznym sosem, pistacjami i grillowanym pieczywem… słuchajcie, ja chyba będę próbowała odtworzyć ją w domu. Jeśli wyjdzie choć w połowie tak dobra, to uznam to za sukces. Do tego pyszna kawa i dzień od razu stał się lepszy. Za kanapeczki dajemy Ołomuńcowi +10 punktów. 😁
Skoro pogoda od rana wyglądała naprawdę obiecująco, postanowiliśmy poświęcić trochę czasu na zwiedzanie Ołomuńca.








To miasto nasza znajoma Izabela, która też bardzo aktywnie wspiera Michała, wspominała zawsze z ogromnym sentymentem. Spędziła tu kilka fantastycznych lat i wielokrotnie powtarzała, że to jedno z jej ulubionych miejsc. Skoro tak aktywnie wspiera naszą wyprawę i całą akcję, musieliśmy przekonać się na własne oczy, co jest w nim tak wyjątkowego.












Pierwszym przystankiem był słynny Zegar Astronomiczny. Co ciekawe, nie wygląda jak większość europejskich zegarów astronomicznych. Po II wojnie światowej został przebudowany w stylu socrealistycznym i zamiast królów czy świętych zobaczycie na nim robotników, naukowców i przedstawicieli różnych zawodów. Chyba jedyny taki astronomiczny zegar na świecie.



Kilka minut później dotarliśmy do Katedry św. Wacława. Jej ponad stukilkudziesięciometrowa wieża należy do najwyższych w całych Czechach. Gotycka bryła robi ogromne wrażenie już z daleka, a kiedy stanie się tuż pod nią, człowiek naprawdę czuje się malutki. Polski akcent w katedrze to relikwie św. Jana Sarkandra – kapłana i męczennika związanego z Morawami, który został kanonizowany przez Jana Pawła II.














Ruszamy dalej.
Kolejnym miejscem był Zamek Hradec nad Moravicí. Bajkowy kompleks pałacowo-zamkowy położony na wzgórzu wygląda trochę jak żywcem wyjęty z filmu Disneya.

























Tylko że…
Google Maps postanowiło zapewnić nam dodatkowe atrakcje.
Zamiast poprowadzić nas główną drogą, wybrało trasę chyba dla kozic górskich. Wąska asfaltowa ścieżka, bardzo stromy podjazd, zakręty i momentami zastanawialiśmy się, co zrobimy, jeśli z naprzeciwka pojawi się samochód. Na szczęście udało się wjechać bez większych problemów.
Dopiero później odkryliśmy, że z drugiej strony prowadzi szeroka, wygodna droga prosto pod bramę zamku…
No cóż. Takie motocyklowe przygody też tworzą wspomnienia. 😂
Po zwiedzaniu zjechaliśmy do miasteczka i zamiast wybrać prostą autostradę, odbiliśmy w drogi wijące się przez lasy.
I to był strzał w dziesiątkę.



Kilometry zakrętów, niemal puste drogi, zapach lasu… dokładnie za takie chwile kochamy podróżowanie motocyklem.
Aż do momentu…
…kiedy między gęstymi koronami drzew zaczęły przebijać się pierwsze krople.
“No przecież dzisiaj miało już nie padać…”
Tak, też w to uwierzyliśmy.
Schowaliśmy się jeszcze pod drzewami i błyskawicznie założyliśmy przeciwdeszczówki. Chwilę później wyjechaliśmy z lasu…
…i wtedy rozpętało się prawdziwe oberwanie chmury.
Na chwilę zatrzymaliśmy się na stacji paliw. Niestety jedyne miejsce, gdzie można było schować motocykle i siebie przed deszczem, znajdowało się przy drodze przejazdowej.
Nie było łatwo.
Ale… urok osobisty Adriana po raz kolejny zadziałał. 😄 Po krótkich negocjacjach pani pozwoliła nam zostać pod dachem, dzięki czemu przez kilka minut mogliśmy odetchnąć od ulewy.

Kiedy tylko deszcz choć trochę osłabł, ruszyliśmy dalej.
Następny przystanek — Harley-Davidson Ostrava (Chopper Czech Republic).
I tutaj naprawdę było bardzo sympatycznie.
Salon jest świetnie urządzony, a największym zaskoczeniem okazał się… własny bar. Można usiąść na wygodnych kanapach, napić się kawy lub czegoś zimnego, a podobno nawet dobrze zjeść.
Obsługa okazała się fantastyczna.
Największą niespodzianką była rozmowa z jedną z pracownic, która… regularnie bywa w Poznaniu na Cavaliadzie!
Świat naprawdę jest mały.
Zaprosiliśmy ją więc następnym razem na małe zwiedzanie Poznania. 😉














Korzystając z chwilowej poprawy pogody, pojechaliśmy zobaczyć Zamek Śląskoostrawski.


Twierdza wygląda naprawdę imponująco i ma bardzo ciekawą historię — przez lata dosłownie zapadała się pod ziemię z powodu szkód górniczych, a później została pieczołowicie odbudowana.
Niestety…
Nadciągała ogromna czarna chmura.
Dodatkowo wejście nawet na sam dziedziniec było płatne, więc mając do wyboru dalsze moknięcie albo szybkie ruszenie w trasę, postawiliśmy na drugą opcję.
Za to kolejne miejsce było czymś zupełnie innym.
Dolní Vítkovice.
Jeżeli lubicie klimat industrialny, cyberpunk albo postapokaliptyczne filmy — będziecie zachwyceni.
Ogromne wielkie piece, stalowe konstrukcje, rdzawa stal i ceglane hale tworzą krajobraz jak z gry komputerowej. To dawny kompleks hutniczy i kopalniany, który dziś jest jedną z największych atrakcji Ostrawy.









Niestety właśnie wtedy pogoda postanowiła pokazać pełnię swoich możliwości.
Lało niemiłosiernie.
Do tego doszła burza.
Spacerowanie pomiędzy dziesiątkami wysokich metalowych konstrukcji podczas wyładowań atmosferycznych wydawało się średnim pomysłem.
Szybki odwrót.
Przeciwdeszczówki.
I szukanie miejsca, gdzie można się ogrzać.
Tak trafiliśmy do restauracji Ollie’s.
Ciepły posiłek smakował tego dnia chyba jeszcze lepiej niż zwykle. Trochę wyschliśmy, trochę odzyskaliśmy siły i mogliśmy ruszać dalej.









Niestety do końca dnia zostało jeszcze naprawdę sporo kilometrów.

Przekroczyliśmy granicę ze Słowacją i ostatnim punktem dnia była Terchová oraz monumentalny pomnik Juraja Jánošíka.
To właśnie tutaj, według tradycji, urodził się najsłynniejszy słowacki zbójnik — bohater licznych legend, który podobnie jak nasz Janosik miał zabierać bogatym i pomagać biednym. Kilkumetrowy stalowy pomnik górujący nad doliną robi ogromne wrażenie, szczególnie kiedy w tle widać pasmo Małej Fatry.








Mimo zmęczenia i fatalnej pogody widoki po słowackiej stronie wynagrodziły wszystko.
Na koniec dnia został już tylko gorący prysznic, planowanie kolejnej trasy i chwila odpoczynku.
Mamy nadzieję, że pokazując Wam te mniej oczywiste miejsca Czech i Słowacji, zachęcimy choć kilka osób do zjechania z autostrady i odkrywania miejsc, które nie zawsze trafiają do pierwszych stron przewodników.
❤️ The Hope Tour Reloaded to przede wszystkim wyprawa charytatywna.
Jedziemy, aby wesprzeć Michała Milczarka w walce z neuroblastomą.
Jeżeli możecie, dołączcie do zbiórki. Link do fundacji Siepomaga znajdziecie poniżej. Każda wpłata ma znaczenie, a każde udostępnienie pomaga dotrzeć do kolejnych osób.
Dziękujemy, że jesteście z nami! ❤️🏍️
#TheHopeTourReloaded #OaksAndWheels #SiePomaga #Pomagamy #MotocyklemPoEuropie #HarleyDavidson #RideForHope #MotorcycleAdventure #CzechRepublic #Slovakia #Olomouc #Ostrava #Terchova #JurajJanosik #HelpMichal #RazemMozemyWiecej