Dzień 2: czyli zamki, smoki, i barokowy szpital

6.07.2026

Nova paka, CZ – Olomouc, CZ

Po wczorajszym intensywnym dniu spaliśmy… jak dzieci. Chyba pierwszy raz od dawna nie obudził nas ani budzik, ani deszcz, ani myśl o pakowaniu. Po prostu wyspaliśmy się fantastycznie.

Zanim ruszyliśmy w drogę, jeszcze chwilę porozmawialiśmy z naszym gospodarzem. Zostawiliśmy kilka ulotek o naszej charytatywnej wyprawie i zbiórce dla Michała Milczarka, podziękowaliśmy za gościnę i z pełnymi bakami ruszyliśmy dalej.

Pierwszym przystankiem był Trutnov. I tu ciekawostka – okazuje się, że nie tylko Kraków ma swojego smoka! W jednej z urokliwych uliczek, zwanej Dračí ulička, znajdziecie rzeźbę smoka przypominającą legendę o potworze, który podobno terroryzował miasto, zanim został pokonany przez odważnych mieszkańców. Kilka kroków dalej czeka piękny rynek z monumentalnym pomnikiem legendarnego Karkonosza – Krakonoša, strażnika Karkonoszy. To jedno z tych miejsc, gdzie historia miesza się z legendami i naprawdę czuć klimat regionu.

Po krótkim spacerze przyszła pora na obowiązkowy zestaw podróżników – kanapeczka i kawa.

A później… zaczęło się to, co motocykliści lubią najbardziej.

Dzisiejsza trasa prowadziła przez cudownie kręte drogi, wśród lasów, wzgórz i niewielkich czeskich miejscowości. Były takie odcinki, na których człowiek zupełnie przestawał myśleć o celu podróży. Liczyła się tylko kolejna seria zakrętów, szum silnika i widoki za każdym następnym łukiem. Dla takich chwil warto jeździć motocyklem.

Jednym z pierwszych przystanków była Zapora Les Království. I chyba śmiało możemy powiedzieć, że to jedna z najpiękniejszych zapór, jakie widzieliśmy. Bardziej przypomina średniowieczny zamek niż budowlę hydrotechniczną. Kamienne wieże, most i bajkowa architektura sprawiają, że trudno uwierzyć, iż to obiekt techniczny mający ponad sto lat.

Następnie dotarliśmy do Kuksu – dawnego szpitala i kompleksu barokowego ufundowanego przez hrabiego Františka Antonína Šporka. Sam budynek robi ogromne wrażenie, podobnie jak słynne rzeźby Cnót i Przywar autorstwa Matyáša Brauna.

Ale… jest tam jeszcze jedno miejsce, o którym mówi się znacznie rzadziej.

Tuż naprzeciw pięknie utrzymanych ogrodów znajduje się stary cmentarz. Trochę ukryty, trochę zapomniany. Spacerując między nagrobkami, trudno nie zatrzymać się co kilka kroków. Piękne rzeźby, niesamowite detale i daty sprzed setek lat robią ogromne wrażenie. Niestety wiele pomników jest mocno zaniedbanych, co nadaje temu miejscu jednocześnie niezwykłego uroku i odrobiny smutku. To jedno z tych miejsc, gdzie naprawdę warto zwolnić i po prostu się rozejrzeć.

Kolejnym przystankiem był Josefov.

I chyba zgodzimy się, że było to… najdziwniejsze centrum miasta, jakie do tej pory widzieliśmy. W samym środku stoi ogromny kościół, którego… nie da się zwiedzić. Można jedynie zajrzeć do środka przez szybę. Wokół znajdują się piękne historyczne budynki, ale wiele z nich wygląda na opuszczone. Całość przypomina bardziej dawne koszary wojskowe niż tętniące życiem centrum miasta. Trochę przygnębiający widok, zwłaszcza że miejsce ma ogromny potencjał i niezwykłą historię jako XVIII-wieczna twierdza wojskowa.

Za to chwilę później czekała na nas niespodzianka.

Przy drodze zauważyliśmy coś, obok czego po prostu nie mogliśmy przejechać. Úly Neúly – niezwykła plenerowa galeria uli artystycznych. Każdy ul wygląda zupełnie inaczej. Jedne przypominają domki, inne miniaturowe kościoły czy bajkowe budowle. To świetny przykład tego, jak zwykłe pszczelarstwo można połączyć ze sztuką i kreatywnością. Taki spontaniczny przystanek często okazuje się najlepszym wspomnieniem dnia.

Plan zakładał również odwiedzenie naszego pierwszego podczas tej wyprawy salonu Harley-Davidson w Hradcu Králové.

I tu spotkała nas bardzo dziwna sytuacja.

Godziny otwarcia wyraźnie widniały na drzwiach, motocykle stały w środku, ale salon był zamknięty. Próbowaliśmy dzwonić, czekaliśmy kilka minut… bez skutku. Cóż… pierwszy salon HD tej wyprawy pozostaje niezdobyty.

Na szczęście humor bardzo szybko wrócił, bo kilka minut później siedzieliśmy już na przepięknym rynku w Hradcu Králové. Trafiliśmy do fantastycznej restauracji. Tak dobrego obiadu chyba się nie spodziewaliśmy. Było pysznie! W cieniu zabytkowych kamienic, bez pośpiechu, napisaliśmy również sporą część relacji z poprzedniego dnia.

Po południu dotarliśmy do Litomyšla.

Co za miejsce! Kolorowe podcienia, elegancki rynek, klimatyczne kawiarnie, lody i kawa smakujące jeszcze lepiej po całym dniu jazdy. A nad wszystkim góruje przepiękny renesansowy zamek wpisany na listę UNESCO. Jego charakterystyczna fasada pokryta tysiącami dekoracyjnych sgraffit robi ogromne wrażenie.

Wygląda jednak na to, że zamków nigdy za wiele.

Na zakończenie dnia odwiedziliśmy jeszcze Zamek Bouzov.

I tutaj naprawdę żałujemy jednego – że dotarliśmy tak późno. Każdego dnia odbywają się tu pokazy walk rycerskich i historyczne inscenizacje. No chyba że przyjedzie się… tak późno jak my. Wtedy pozostaje spacer po pięknym parku, kilka zdjęć i dopisanie kolejnego miejsca do naszej listy zatytułowanej:

„Kiedyś tu wrócę.”

To był dzień pełen historii, legend, zamków, zakrętów i miejsc, których próżno szukać w typowych przewodnikach.

A jutro? Kolejne kilometry, kolejne odkrycia i – mamy nadzieję – kolejne powody, by zatrzymać się na chwilę i powiedzieć: „Wow, warto tu było przyjechać.”

❤️ Pamiętajcie, że The Hope Tour Reloaded to nie tylko podróż. To przede wszystkim charytatywna wyprawa, której celem jest wsparcie Michała Milczarka w walce z neuroblastomą.

Jeśli możecie – wesprzyjcie zbiórkę, udostępnijcie nasze relacje i pomóżcie nam dotrzeć do kolejnych osób. Czasem jedno udostępnienie znaczy więcej, niż mogłoby się wydawać.

Dziękujemy, że jedziecie z nami. ❤️🏍️https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *