1.07.2025
DZIEŃ 1 – gotowi, ruszyliśmy!
To był dzień pełen wzruszeń, niespodzianek i… asfaltu
Rano, spod Centrum Tradycji i Kultury w Komornikach, ruszyliśmy oficjalnie w naszą trasę przez 15 krajów – dla Michała, dla Nadziei.







Ale zanim ruszyliśmy – dziękujemy z całego serca wszystkim, którzy postanowili poświęcić swój prywatny czas i przyjść nas pożegnać. Dziękujemy chłopakom z West Side Chapter – na was zawsze można liczyć, zawsze z sercem i błyskiem w oku.Dziękujemy całej grupie dzieciaków, które zadały nam najpoważniejsze i najbardziej przemyślane pytania tego dnia. Paniom opiekunkom – pełen szacunek. Pani Patrycji z Piżama z Kotem – za obecność i ogromne serce, Marcinowi i Szymonowi – za wsparcie i dobrą energię na start! Jeśli kogoś nie wymieniliśmy – to nie dlatego, że zapomnieliśmy. To przez emocje!
A potem – niespodzianka numer 1: Chomęcice! Zatrzymujemy się, a tam kolejna grupa dzieciaków i Pani Dorota Trocha z flagą specjalnie dla nas! Serce rośnie!

Niespodzianka numer 2: Pan Artur pisał, że nie da rady nas pożegnać, bo jedzie do Wrocławia. I co? Jak nie można się spotkać pod CTK, to się można… minąć na autostradzie! I tak, dostaliśmy nawet filmik. Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem…



Nie będziemy opisywać uroków autostrady, bo oprócz tego, że pogoda była idealna – nie za gorąco, słonecznie – krajobraz za Wrocławiem pięknie się zmieniał, ale wciąż – to autostrada, więc nie będziemy przynudzać. Po drodze – kilka klasycznych postojów na wodopój. Aż w końcu – Kraków i pierwszy dłuższy przystanek – pierwszy salon Harley-Davidson.








I tu historia: Ostatnio kolega zapytał:
– Ale po co wy w tych salonach Harleya ciągle się zatrzymujecie?
– No jak to po co?
Dla niewtajemniczonych:
Wyobraźcie sobie, że facet wchodzi do salonu Volkswagena i mówi: “no hejka chłopaki, wpadłem do was moim passatem, rocznik 2005, w kombi, dizelek, złoty panie, stuningowałem troche ze szwagrem no i właśnie lecimy polatac po okolicy i tak nam sie asfalt rozwinął ze 500 km pykło nie wiadomo kiedy, to zajechałem zobaczyć co tam u Was”.
Skonsternowany specjalista ds. sprzedaży Volkswagena najpierw zebrałby szczękę z ziemi, a później wyciągnał jakieś papiery z szuflady i powiedział nerwowo ” no tak, to już rzeczywiście czas na zmiane, to co bedzie? kredycik? leasing a może pełen serwis tego klasyka?”
A w salonie Harleya?
Wchodzisz, i słyszysz, “hej, co tam do nas przyjechało i gdzie lecicie? kawa? woda? może cola?
Mówisz „a, Road King 2003, lecimy tak sobie przed siebie, 500 km dzisiaj pękło”
A gość z drugiej strony sali:
„Łooo, miałem taką rocznicówkę! Z Kaśką żeśmy nią Faaker See zrobili trzy razy! a raz to nawet …”
I już jesteś w domu.
Kawka, pogaduchy, klimat rodzinny i motocyklowe wspomnienia.
Mało tego im starszy salon tym większa szansa ze poczujesz się jak w czyimś prywatnym muzeum, bo właściciele to tez pasjonaci, często latami odrestaurowujący bardzo, ale to bardzo unikatowe egzemplarze.
I my to KOCHAMY.
A jak jest w salonach innych marek? podzielcie się i nie gniewajcie za tego VW
A teraz jesteśmy w Bochni (chociaż autokorekta z uporem maniaka usiłowała zrobić z tego Bośnię, może później, dziękujemy)
Pierwszy nocleg – i pierwsze spotkanie. Bo ta podróż to nie tylko trasa – to opowieść. O Michale, który czeka na pomoc. O ludziach, których spotykamy. I tych, których spotykaliśmy dawno.
Tak jak Chris – dziś spotkany w Polsce na wakacjach.
28 lat temu Adrian i Chris byli razem w liceum – w… Indianie, USA. Serio! Dziś – wspólne selfie, uśmiech, wspomnienia i wzruszenie.
To był długi, piękny, pełen emocji dzień.
I dopiero się rozkręcamy
I dajcie nam znać jakie posty wam się spodobają, nigdy wcześniej tego nie robiliśmy i jak zaczniemy przynudzać to napiszcie ze wolicie więcej zdjęć.
Dziękujemy, że jesteście z nami. Udostępniajcie, lajkujcie, mówcie o akcji.






Jedziemy dla Michała. Jedziemy dla nadziei. Jedziemy z sercem.