Dzień 4: Sebeș – Transalpina – Albeștii de Argeș, Hasło dnia: „Nie zostań memem”

Wystartowaliśmy zgodnie z planem – ładny, rześki poranek, pełne baki i głowy pełne nadziei, że dziś nie będziemy bohaterami filmików pt. „Jak NIE pokonywać górskich serpentyn”.

Przed nami słynna Transalpina – najwyżej położona trasa w Rumunii (ponad 2 100 m n.p.m.), pełna zakrętów, zapierających dech widoków i wyzwań. Królowa Karpat. Zbudowana jeszcze w czasach rzymskich, a później poprawiana przez Niemców w czasie II wojny światowej. Dziś – raj dla motocyklistów, a trochę piekło dla debiutantów.

Jak było?

Pogoda – idealna. Nie za gorąco, nie za zimno, nie za mokro – jakby ktoś specjalnie dla nas zamówił górskie all-inclusive.

Trasa – wymagająca, ale naprawdę do przeżycia. Adrian – w roli pokładowego nawigatora – mantruje z interkomu:

„Łagodnie w dół, na 4… teraz ostro pod górę – na 2… nie redukuj… 1…”

I tak bujamy się z lewej na prawą, z prawej na lewą, jak marynarze po zejściu na ląd.

Na jednym ze “szczytów” – typowe górskie Krupówki. Budki, sery, miody, kapelusze, owcze skóry i słodycze. No nie dało się nie kupić – zobaczycie zresztą na zdjęciach

I kiedy już myśleliśmy, że po wszystkim – BAM! – dopiero się zaczęło!

Widoki, które odbierają mowę.

Ania (czyli ta od gadania): „Zazwyczaj nie mam problemu z doborem słów – w końcu to moja praca – ale tego, co dziś widzieliśmy, naprawdę nie da się opowiedzieć. Ani opisać, ani nagrać. Bo wszystko dzieje się jednocześnie – krajobraz zmienia się z każdym zakrętem, droga wymaga pełnej uwagi, a Ty w tym wszystkim próbujesz jeszcze ukraść dla siebie okruchy piękna. Patrzeć, chłonąć, zapamiętać. I nagle dociera do ciebie, jak wielki jest świat – i jak mali i “chwilowi” jesteśmy wobec tych gór, nieba, przestrzeni.” Góry otwierające się jak teatralna kurtyna, przepaście, lasy, światło sączące się między szczytami. Po prostu magia. I zdjęcia, i słowa to za mało – trzeba to przeżyć.

Zmęczenie? Takie konkretne. Ręce bolą od sprzęgła, głowa od skupienia, a kręgosłup… no cóż, tu nawet nie jest najgorzej, dziękujemy, że jeszcze jest z nami. A kiedy zjechaliśmy już z Karpat – piekarnik. Ubrania przyklejone do ciała, może nie każda z was wie, (tu zwrócimy się przede wszystkim do Pan, bo męskie ciuchy motocyklowe kierują się innymi prawami) jak po całym dniu ściąga się spodnie motocyklowe? Mniej więcej tak, jak jeansy rurki po tym jak złapie nas deszcz…

Ostatnie 1,5h do hotelu w trybie przetrwalnikowym – i choć marzyliśmy o lokalnej knajpce z sarmale i papanași, skończyło się na pizzy pod nosem

A jutro? Transfogaraska! Droga-legenda. Królowa szczytów. I – jak się okazuje – teren aktywnych niedźwiedzi brunatnych.

Ktoś z Was wysłał nam artykuł “Co robić w razie spotkania z niedźwiedziem?” – oto nasze (z)grillowane podsumowanie:

“Oddal się cicho i spokojnie.” – Jakoś tego nie widzimy, po dzisiejszym dniu ledwo się ruszamy.

“Nie wchodź na drzewo – niedźwiedź robi to lepiej.” – No dobrze, sprawdzimy, ale dajcie nam chociaż 3 sekundy przewagi.

“Nie karm niedźwiedzi.” – Zwłaszcza pizzą z hotelu – może się obrazić.

“Nie podchodź, by zrobić zdjęcie.” – tak, tu nie będziemy polemizować – bo to może być ostatnie selfie, jakie zrobisz. A niedźwiedź i tak pewnie wyjdzie rozmazany.

“Zrzuć plecak, by odwrócić jego uwagę.” – Czyli jednak warto było pakować się w pośpiechu – przynajmniej będzie co rzucić!

“Jeśli leży z uszami po sobie – bądź czujny.” – Z nami podobnie – jak zaczynamy milczeć, to znaczy, że jesteśmy głodni albo przestraszeni.

“Połóż się na ziemi, osłoń głowę i czekaj.” – I tu pytanie do ekspertów – czy selfie stick może pomóc?

Dzień 4 za nami – i dziś naprawdę idziemy spać. Bez śliwowicy, bez nocnych Polaków z Węgrami rozmów – po prostu padamy na twarz

Ale zanim zamkniemy oczy – kilka ważnych słów: Jedziemy dla Michała – 15-letniego chłopaka z Komornik, który od 7 lat walczy z nowotworem. Każdy kilometr, każda podana ulotka, każde opowiedziane „dlaczego to robimy” ma znaczenie. I wierzymy, że te małe gesty złożą się na coś wielkiego. Wpłaćcie chociaż symbolicznie na https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia lub chociaż dodajcie Oaks’n’Wheels do obserwowanych i podajcie dalej, bardzo liczymy, że pomożemy zebrać resztę brakującej kwoty, a przed Michałem będzie wiele cudownych podróży.

I jeszcze jedno – mamy wrażenie, że niektórzy z Was czekają na te posty z zegarkiem w ręku! Wrzucone o północy? A tam już komentarze i serduszka! Dzięki, że jesteście – bo dzięki Wam czujemy, że naprawdę jedziemy z ekipą. I to jaką!

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *