The Hope Tour 2025 – 8552 kilometry wiary, asfaltu i dobrych ludzi
31 dni, 16 krajów, 2 motocykle, 1 cel: nadzieja dla jednego dzielnego chłopca walczącego z rakiem.
Poland, Slovakia, Hungary, Romania, Bulgaria, Turkey, Greece, Albania, Montenegro, Bosnia and Herzegovina, Croatia, Slovenia, Italy, France, Belgium, The Netherlands, Germany, back to Poland
Za nami podróż, która zaczęła się od pomysłu, a zamieniła się w opowieść pełną wzruszeń, nieoczekiwanych spotkań i poczucia wspólnoty, którego nie da się wycenić. Przejechaliśmy dokładnie 5314,1 mil, czyli 8552,2 km, po to, by nagłośnić historię chłopca, który każdego dnia walczy o życie. Chłopca, który zasługuje na szansę.
Michał Milczarek, 15-letni chłopiec, od siedmiu lat toczy swoją własną, cichą wojnę z bardzo groźnym przeciwnikiem: neuroblastomą. Postanowiliśmy, że wyruszymy w podróż – nie po sławę, nie po lajki, ale po to, by opowiedzieć jego historię, dać mu szansę na leczenie i pokazać, że ludzie dobrej woli naprawdę potrafią przenosić góry.
Nie jesteśmy sportowcami ekstremalnymi, nie bijemy rekordów Guinnessa. Ale mamy pasję do motocykli i serca, które nie potrafią przejść obojętnie. I – jak się okazało – wszędzie spotykaliśmy ludzi o wielkich sercach, którzy wspierali nas na każdym kilometrze tej trasy.
Start: Komorniki – Polska
Wyruszyliśmy z Komornik, których mieszkańcy i lokalne władze od początku byli częścią tej akcji. Cel był jasny: odwiedzić jak najwięcej salonów i klubów Harley-Davidson, zostawić ulotki, opowiedzieć historię Michała i zebrać jak najwięcej głosów serca – i funduszy.
Wystartowaliśmy z sakwami pełnymi ulotek, w koszulkach reklamujących akcję, ale przede wszystkim z sercami pełnymi nadziei i niepewności. Dwoje nauczycieli i nasz 12-letni syn. Wiedzieliśmy, że jedziemy po coś więcej niż widoki.
Pierwsze kilometry to był rozruch – test ekwipunku, test nerwów i… pogody. To nie tylko wakacje – to również misja. Dlatego zobowiązaliśmy się, że każdego dnia, poza rozmowami ze spotykanymi ludźmi, będziemy również opisywać całą trasę na naszym profilu na Facebooku „Oakes’n’wheels”, pokazywać zdjęcia i dzielić się tą wyprawą z innymi, licząc na ich wsparcie dla Michała.
Słowacja, Węgry, Rumunia – zielone pagórki i wielkie serca
Przejeżdżając przez Słowację i Węgry, trafialiśmy na ludzi, którzy – mimo że nie znali nas ani Michała – pytali, jak mogą pomóc. W Rumunii z kolei zaskoczyła nas nie tylko nieprzewidywalna pogoda, ale też serdeczność ludzi i piękno górskich dróg.
Przełęcz Transfogaraska i trasa Transalpina to jedne z tych miejsc, o których marzą motocykliści. Tam zrozumieliśmy, że jedziemy nie tylko dla Michała, ale też dla siebie – by odzyskać wiarę w ludzi i świat. W Bukareszcie, po trudach rumuńskich górskich tras, Anny Fat Boy wymagał pracy nad hamulcami. Salon Harley-Davidson Bucharesti, po tym jak usłyszał o naszej trasie i celu, dla którego jedziemy, postanowił wesprzeć nas, nie pobierając żadnej opłaty za naprawę!
Bułgaria i Turcja – ogień, przyprawy i gościnność
W drodze do Stambułu, przez Bułgarię, spotkało nas wiele ciepła – zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Morze Czarne, cudowni ludzie, przepiękne widoki, doskonałe jedzenie i nieco kapryśna nawierzchnia.
W Turcji zaś – prawdziwa gościnność. Istanbul, Grand Bazaar i Abdullah, który podarował nam szal dla Michała – bez pytania, bez oczekiwań. Odwiedziliśmy oba salony Harley-Davidson oraz miejsce, gdzie powstają jedyne w swoim rodzaju motocykle.
Tam poznaliśmy Terhana Telli z TT Customs Choppers – człowieka, który nie tylko tworzy wyjątkowe motocykle, ale też żyje ideą wolności i pomagania. Znany na całym świecie z motocykli zbudowanych dla filmów The Expendables, nas ujęła jego serdeczność i podejście do życia. To był dla nas ogromny zastrzyk motywacji. Takich ludzi się nie zapomina.
Grecja – błękitne niebo i wewnętrzny spokój
Po intensywnym Istambule zjechaliśmy do Grecji – kraju spokoju, uśmiechu i… niesamowitego jedzenia. Tam, przy dźwiękach cykad i szumie Morza Egejskiego, po raz pierwszy mogliśmy odetchnąć.
Przerwa była konieczna – zmęczenie nas dopadało, a Road King Adriana wymagał pilnej naprawy. Pompa paliwa została sprawnie wymieniona przez ekipę z V-Twin Motor Inn w Salonikach. Mimo upału i trudnych warunków – oba motocykle, Fat Boy (2001) i Road King (2003), na całej trasie spisały się doskonale.
Albania – dzikość i autentyczność
W Albanii poczuliśmy się jak odkrywcy. Surowe góry, jeziora Ochryd i Shkodër, ich ogrom i krystaliczna woda – wszystko to dawało ukojenie i poruszenie.
To kraj, do którego chce się wracać – by znów przejechać serpentyny w okolicach Shkodër, zjeść świeżą rybę i zatrzymać się na chwilę w zachwycie nad przyrodą, która była, jest i będzie – nawet gdy nas już zabraknie.
Czarnogóra, Bośnia, Chorwacja – bałkańskie emocje
Pogoda – wymarzona. Drogi – przepiękne, choć wymagające. Chorwackie wybrzeże tak malownicze, że walczyliśmy z chęcią aby co kilka kilometrów zatrzymywać się na zdjęcia.
W Bośni natknęliśmy się na widok, który zapamiętamy na długo: siwobrody motocyklista na Knuckleheadzie z 1937 roku – Polak, tak jak my! To spotkanie, i przyjaźń, która wtedy się zawiązała, to jeden z klejnotów tej podróży. Takie spotkania tłumaczą miłość do motocykli Harley Davidson bo niewiele jest firm, które produkują motocykle, które bez względu czy maja 20, 40 czy prawie 90 lat radzą sobie w takim upale, na nie najlepszych nawierzchniach i rozpalają wyobraźnię swoich właścicieli tak, że niemożliwe nie istnieje?
Słowenia, Włochy i Francja – spotkania z historią i sztuką
Przez winnice Słowenii trafiliśmy do słonecznych Włoch, a jeśli Italia to historia, miłość do motoryzacji i wyścigi. Jak to połączyć w jednym miejscu? Odwiedziliśmy Muzeum Mille Miglia – absolutnie niezwykłe miejsce. Patrząc na rekonstrukcje asfaltu z lat 30., 40. i 50., zrozumieliśmy, jak stalowych nerwów wymagały ówczesne wyścigi.
Później – przez tunel Mont Blanc do Francji. Annecy, Lyon, Dijon – piękne krajobrazy i kolejne salony i kluby; spotkania z motocyklistami, którzy otwierali dla nas drzwi, garaże i serca.
Belgia, Holandia, Niemcy – końcówka, ale nie koniec
W Belgii spotkaliśmy starych znajomych z HOG. Uciekając przed burzami, zrobiliśmy krótki skok do Holandii – odwiedziliśmy salon Dutch Hills.
Później – niemiecki Thunderbike w Hamminkeln, który przekazał dla Michała wyjątkowy prezent – czapkę i koszulkę. Po powrocie natychmiast trafiły do chłopca, razem z innymi upominkami.
A potem – niemieckie autostrady (dziękujemy za brak ograniczeń!) i powrót do Polski.
Dom, Michał i… łzy wzruszenia
Po powrocie – pranie, zakupy, zaległe maile i regeneracja. Ale najważniejsze było spotkanie z Michałem, jego mamą, babcią i dziadkiem. Przekazaliśmy mu wszystkie prezenty: naszą koszulkę, szal z Grand Bazaaru, upominki od Thunderbike i – co najważniejsze – żetony z 21 z 24 odwiedzonych salonów Harley-Davidson.
Jego radość – bezcenna.
Ile zebraliśmy? Ile jeszcze potrzeba?
Dzięki nagłośnieniu akcji i wsparciu ludzi napotkanych po drodze, zbiórka poszła do przodu – ale to wciąż za mało, by zapewnić Michałowi pełne leczenie. Nasza podróż się zakończyła – ale walka Michała trwa dalej.
Będziemy z nim do końca – aż do pełnego sukcesu.
📍 Zbiórka: siepomaga.pl/ratujemy-michasia
Co nam zostało?
Wspomnienia. Nowi przyjaciele na całym kontynencie. I najważniejsze: świadomość, że razem z tymi wszystkimi otwartymi ludźmi daliśmy Michałowi coś więcej niż tylko pieniądze – daliśmy mu nadzieję i pewność, ze nie jest sam. Została nam prawdziwa życiowa lekcja, którą mogliśmy przeżywać wraz z naszym 12-letnim synem:
🔸 Lekcja wdzięczności – za każdą wiadomość, gest, datek, kawę, nocleg, uśmiech i „trzymajcie się”.
🔸 Lekcja wiary – w ludzi i ich bezinteresowną dobroć.
🔸 Lekcja pokory – wobec natury, własnych ograniczeń i codziennych zmagań dzieci takich jak Michał.
🔸 Lekcja wspólnoty – szczególna. Bo siła braterstwa motocyklistów – zwłaszcza Harleyowców – jest czymś nieopisanym. Spotykaliśmy ją w salonach, na parkingach, stacjach i w hotelach. Motocykliści nie pytali „dlaczego?”, pytali: „Co możemy zrobić?”
Dziękujemy, że byliście z nami.
Dziękujemy, że uwierzyliście.
Ale to jeszcze nie koniec – Michał nadal potrzebuje naszej pomocy.
📌 https://www.siepomaga.pl/ratujemy-michasia
Wierzymy, że się uda!Anna i Adrian Dąbek
Oakes’n’wheels